W starym dowcipie z kabaretu „Pod Egidą” Jan Pietrzak rzecze tak: „W Chinach zaczęły się ostatnio pośmiertne wykluczenia partii. Problem będzie wtedy, jak zaczną przyjmować”.

Najnowszy numer „Wprost” kusi premierowym felietonem nowego autora – Lecha Wałęsy. Jestem świadomy faktu, że zarówno sformułowanie „nowy autor”, jak i „felieton” brzmią w tym kontekście prawie tak śmiesznie, jak dowcip Pietrzaka. Warto się jednak nad sprawą pochylić, bo jest poważna.

Oto w tekście „Piszę, bo dziś milczeć nie mogę” (zamieszczonym zresztą kilka dni temu już na blogu Wałęsy – tyle w kwestii „premiery”) były prezydent występuje przeciwko „spiskowej wersji historii” którą głosi „medialne imperium o. dyrektora Tadeusza Rydzyka”. Chodzi o kwestionowanie szlachetności samego Lecha Wałęsy przez przypominanie o tym epizodzie z jego życia, który wyczerpująco w książce „SB a Lech Wałęsa” opisali Sławomir Cenckiewicz i Piotr Gontarczyk. Reszta jest przewidywalna – kto zna tyrady dawnej legendy „S” ten może sobie dośpiewać resztę –nie trzeba czytać dwóch stron „Wprost”.

Jeden cytat brzmi jednak kuriozalnie nawet na tle całej rozwichrzonej intelektualnie twórczości publicystycznej LW. Wystosowuje on bowiem „apel otwarty” – i teraz kluczowy cytat „nie do moich oskarżycieli, ale do Rodaków”. Wynika z tego sformułowania niezbicie, że kto oskarża Lecha Wałęsę o cokolwiek – ten
nie jest jego rodakiem.

Wykluczanie z polskości to nowa procedura w działalności byłego prezydenta. Nie wiem czy się przyjmie, bo Wałęsa z konsekwencji nie słynie. Pozostaje jednak drobna kwestia ustalenia do jakiej grupy etnicznej należą wykluczeni przez LW zawistnicy – jeśli to nie Polacy, to kto? Niemcy? Rosjanie? Żydzi? Może po prostu –
używając określenia Ludwika Dorna „lud pisowski”? A co, jeśli ktoś nie jest „pisowcem”, lecz uważa krętactwa Wałęsy w sprawie akt „Bolka” za podejrzane?

 Odpowiedź może być tylko jedna: bezpaństwowiec. Kto podnosi na Wałęsę wrogi język, ten jest wrogiem całej postępowej ludzkości i sam się z niej, w efekcie, wyklucza.